A może by tak…

A może zostać drwalem w Bieszczadach?

A może by tak rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady. To żartobliwe powiedzonko, stało się sposobem na życie dla wielu osób, które wypaliły się podczas pracy w korporacjach. Trudno się dziwić, że po latach przeklejania z arkusza kalkulacyjnego do programu graficznego lub odwrotnie, człowiek ma dość. Praca w roli korposzczura potrafi być wycieńczająca. Z drugiej strony, są osoby, które świetnie się takim środowisku odnajdują. W końcu wszystko jest uregulowane od góry do dołu, przedstawione są konkretne zadania i ramy czasowe. Nie ma tu miejsca dla lekkoduchów, którzy chcieliby prowadzić lżejszy tryb życia. Z pracą w korpo wiążą się też inne korzyści, jak choćby rosnące pensje, które na wyższych stanowiskach są naprawdę przyzwoite.

A może zostać drwalem w Bieszczadach?

Jednak w końcu przychodzi wypalenie. Trudno oczekiwać, że będziemy wykonywać te same, często nudne czynności w nieskończoność. Do tego dochodzą nadgodziny, za które w polskich realiach mało kto chce płacić. I wtedy pojawia się myśl, a może by tak… Pomysłów na samorealizację jest dużo. Zachęcani sukcesami tych, którym udało się zostać słynnymi browarnikami, podróżnikami, drwalami czy cieślami, wielu ludzi porzuca ciepłe stanowiska i rusza po przygodę. Niestety życie to nie jest bajka i 95 proc. pomysłów skazanych jest na porażkę. Dlatego tak wielu ludzi powraca potem cichcem do korpo i już nie odzywa się więcej, gdy słyszy, a może by tak…

Sam często łapię się na takiej myśli, ale staram się ją szybko stłumić. W końcu za coś trzeba żyć, a z uprawiania łażenia po lasach i walki z komarami oraz kleszczami, trudno jest wyciągnąć konkretny zysk. Dlatego nie bawię się w „a może by tak…”. Wolę być bezpieczny.

Zobacz również

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *