A może rzucić wszystko i iść w Himalaje?

Mount Everest to już za mało

Jako miłośnik gór, obserwuję z wielkim zainteresowaniem losy polskiej wyprawy zimowej na K2. Niewiarygodny wysiłek naszych himalaistów spotyka się z różnym odzewem ze strony użytkowników sieci. Bardzo często spotykam się z zarzutem, że jest to niepotrzebne narażanie życia i zdrowia, w imię sławy i krótkotrwałej chwały. Myślę jednak, że takie komentarze biorą się nie tyle z niewiedzy, co z niezrozumienia pasji. Góry mają w sobie jakąś niezwykłą magię, którą albo się rozumie, albo nie. To jest bardzo czarno-biały podział i czytelna granica. Nie ma tu miejsca na odcienie szarości.

Mount Everest to już za mało

Podobnie jest z górami wysoki. One ciągną prawie każdego miłośnika skalistych grani. Zdobycie ich szczytów, do tego w warunkach zimowych, to niewiarygodny wręcz wyczyn. Jest to walka nie tylko z jednymi z najtrudniejszych warunków na ziemi, ale też z własnymi słabościami. Jestem pełen podziwu dla zaangażowania, pasji i odwagi tych ludzi. Oczywiście jestem też świadom olbrzymiego ryzyka jakie podejmują. Niestety, czasem przychodzi im za to zapłacić najwyższą cenę. Wtedy znów słychać głosy o egoizmie, bo przecież powinno się myśleć o rodzinie i bliskich.

Tymczasem większość komentujących sprawę w ten sposób identyfikuje się z memami o rozwoju osobowości, poszukiwaniu i realizacji własnych pasji czy rzucaniu wszystkiego i jechaniu w Bieszczady. Stoją w rozkroku moralnym, z jednej strony surowo oceniając tych, którzy dla swej pasji gotowi są na wszystko, z drugiej zachęcając siebie i innych do spełniania własnych zachcianek. Coś tu jest mocno nie tak. A może przez tę krytykę, kompensują własne niespełnienie?

Zobacz również

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *