Atak pleśni

pleśń

Pracuję w korporacji. Dlatego nie raz i nie dwa obserwuję dziwne zachowania ludzi, z którymi łączy mnie li i jedynie miejsce pracy. Jednym z ciekawszych zachowań, jest nieumiejętność ludzi do ogarnięcia otoczenia po swoim pobycie. Nie raz i nie dwa, wchodząc do kuchni miałem wrażenie, że trafiam na pole bitwy. Stosy brudnych naczyń walczyły o przestrzeń z piramidami kubków po kawie i herbacie. Położone bliżej dna porcelanowe wynalazki porastała już szara i zielonkawa pleśń, dodając aromatu spożywanym obok posiłkom. I nikomu nie wydawało się to przeszkadzać. Z niewiadomych przyczyn, mało kto potrafił zmyć po sobie naczynia, albo odłożyć je potem na miejsce. Jakby uznawali, że wszystko w życiu zrobi się samo.

pleśń

Równie często spotykałem się z sytuacją, gdy wokół kuchennego zlewu było bajoro, powstałe z porozlewanej wody, resztek kawy i herbaty. Rozumiem, że w większości film pracują osoby zajmujące się utrzymywaniem czystości, ale podstawowe zasady kultury wymagają, aby chociaż spróbować ogarnąć po sobie pobojowisko. Mam czasem wrażenie, że większość moich kolegów i koleżanek przybyła z dżungli. Brakuje tylko, by rzucali odpadki na podłogę. Przekonani o wartości swojej korpo-pracy nie zważają na otoczenie i innych. To nie jest ich problem. Oni mają tabelki w arkuszu kalkulacyjnym do zrobienia. Od nich zależy los świata.

Kuchnie to tylko mały problem. Prawdziwa rzeźnia zaczyna się w toaletach. O tym, co można tam napotkać, można napisać epos i to bynajmniej nie rycerski. Wydawać by się mogło, że obracam się w gronie ludzi wykształconych i kulturalnych. Tymczasem stan kuchni i łazienek każe mi w to wątpić. Jest źle, ze wskazaniem na słabo.

Zobacz również

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *