Czas wolny- 12 kwietnia 2018

Blokowisko

Stefan

Odwiedziłem niedawno znajomego mieszkającego na supernowoczesnym, ogrodzonym osiedlu w modnej części miasta. Wszystko miało być na nim super, od wysokiej jakości wykończenia, po zieleń, place zabaw i miejsca parkingowe. Rzeczywistość okazała się jednak typowo rodzima, przaśna i byle jaka. Bloki ogrodzone są wysokim płotem, przez który do środka prowadzą dwie bramy i trzy furtki. Biorąc pod uwagę gabaryty bloków, jest to stanowczo za mało i dotarcie do tych prześwitów graniczy czasami z cudem. Wysoki na kilka metrów płot równie dobrze mógłby zostać zwieńczony drutem kolczastym. Brakuje tylko wież strażniczych w rogach i patroli z owczarkami niemieckimi.

osiedle

Wewnątrz zwyczajowa sodoma z gomorą. Widać, że chcąc upchnąć jak najwięcej mieszkańców pobudowano wielkie bloki, ale zapomniano o miejscach parkingowych. Znaczy są, ale co najwyżej 1 na 4 mieszkańców. W efekcie nieliczne trawniki i prawie wszystkie chodniki są zastawione gęsto samochodami, a piesi muszą poruszać się ulicami. Tam narażają się na przekleństwa kierowców, którzy próbują znaleźć miejsce do zaparkowania swoich limuzyn z kredytu.

Plac zabaw, który minąłem przeciskając się między samochodami, nie dość, że był ogrodzony i zamykany na kłódkę, składał się z jednej smutnej huśtawki i niewielkiego zagłębienia, wypełnionego pozostałym po budowie piaskiem. Zaiste świetne miejsce do zabawy dla dzieci. Między samochodami, w kupce piasku. O ilości psich odchodów, które znaczyły nieliczne, zeschnięte atrapy trawników przez litość nie wspomnę. Z ulgą wracałem potem na moje PRL-owskie osiedle, gdzie było dużo przestrzeni między blokami, plac zabaw był wielki, a miejsc na parkingach może nie dość dla wszystkich, ale zdecydowanie więcej.

osiedleparkingplac zabawsamochody

Stefan • 12 kwietnia 2018


Previous Post

Next Post

Dodaj komentarz

Your email address will not be published / Required fields are marked *