Brytyjska szkoła filmowa

Twórca Hamleta

Nie wiem, co jest takiego w brytyjskiej szkole filmowej i teatralnej, ale odkąd zacząłem oglądać brytyjskie filmy i seriale, nie mogę się oprzeć wrażeniu, że są sto razy lepsze od amerykańskich. Niczego nie ujmując oczywiście tamtejszym produkcjom, ale najgorszy nawet serialik brytyjski ma większą głębię scenariusza niż 90 proc. twórczości towarzyszy zza oceanu. Do tego dochodzi jeszcze gra aktorska. Naprawdę, brytyjscy aktorzy mają znacznie więcej do zaoferowania niż ich koledzy zza wielkiej wody.

Twórca Hamleta

Gdy zastanawiałem się nad tym fenomenem doszedłem do wniosku, że dzieje się tak z kilku powodów. Pierwszym z nich jest bogata tradycja dramaturgiczna. W końcu Szekspir do czegoś zobowiązuje. Teatr jest na stałe wpisany w brytyjską kulturę i zakorzeniony bardzo mocno. Patrząc na biogramy aktorów brytyjskich można szybko zauważyć, że każdy z nich ma za sobą nie tylko szkołę teatralną i to już od lat szkolnych, ale również bogactwo wystąpień scenicznych. Tam nie ma miejsca na naturszczyków czy amatorów. Aktor musi umieć grać i kropka.

Podobnie rzecz się ma ze scenarzystami. To nie są niespełnieni pisarze, którzy, aby zarobić na chleb zabrali się za dramaturgię. W większości są to osoby z wykształceniem kierunkowym, które musiały przejść twardą szkołę. Poznali więc podstawy gatunku, a także nauczyli się korzystać z bogactwa form i treści. Potrafią je skutecznie mieszać i czują się jak ryby w wodzie w postmodernizmie. Nie dziwi zatem, że najlepsi twórcy komiksowi też pochodzą z Wielkiej Brytanii. Tam dramaturgię wysysa się z mlekiem matki. Jest to szczególnie pocieszające, gdy po oceanie amerykańskiej marnoty, trafia się na brytyjskie perełki.

Zobacz również

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *