Burza

burza

Za nami pierwsze wiosenne, a raczej sądząc po aurze, letnie burze. Nie wiem czemu, ale uwielbiam to zjawisko pogodowe. Zdaję sobie sprawę, że jest niezwykle niebezpieczne i często prowadzi do poważnych szkód i cierpień ludzi, ale jest w nim coś niezwykle pięknego. Olbrzymie chmury, które nadciągają nad miasto, zmieniając świetlisty dzień w półmrok. Do tego dochodzi wycie wiatru i groźne pomruki odległych grzmotów. Potem pojawiają się błyskawice, które przecinają ciemne niebo, a na koniec przychodzi szum ulewy. Lubię wtedy wyjść na balkon i patrzeć na bijące w wysokie obiekty błyskawice i wdychać panujących po deszczu charakterystyczny zapach.

burza

Okazuje się, że ten ostatni, wynika z dziesiątek martwych żyjątek, które unoszą się z gleby po tym, jak zostaną potraktowane kroplami deszczu. Można zatem powiedzieć, że uwielbiam pośrednio zapach padliny. Na szczęście nie jestem w tym odosobniony, bo na pewno czułbym się nieco nieswojo. Często gdy stoję w czasie burzy na balkonie, widzę w sąsiednich blokach podobnych mnie wariatów, którzy też patrząc na szalejący żywioł. Czasem nasz wzrok się spotyka i pozdrawiamy się lekkim skinieniem głowy. Nie wiem, kim są ci ludzie, bo w życiu ich pewnie nie spotkałem, ale w tych chwilach jesteśmy zjednoczeni zachwytem nad potęgą natury.

W czasie burzy odłączam od prądu większość urządzeń elektrycznych. Wielu moich znajomych to śmieszy, ale na własne oczy widziałem, co potrafi zrobić z elektroniką piorun, który gruchnie w budynek. Dosłownie usmażone komputery i telewizory, to rzecz, której wolałbym uniknąć. Oczywiście pewnym zabezpieczeniem są listwy antyprzepięciowe, ale skoro i tak stoję na balkonie i nie korzystam z elektroniki, to równie dobrze mogę ją odłączyć.

Zobacz również

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *