Czas na granie

granie

Przez ostatnie kilka miesięcy nie miałem specjalnej ochoty na granie na konsoli. Ciągły ruch na trasie praca-dom-praca skutecznie wyładowywał moje akumulatory. Wieczorem największym przejawem aktywności było otwarcie piwa i włączenie odcinka serialu. Postanowiłem jednak to zmienić, bo w końcu nie po to pod telewizorem stoi pudełko za gruby pieniądz, żeby służyło tylko jako narzędzie do odpalania serwisu z serialami. Pogrzebałem w archiwach zakupionych cyfrowo pozycji i wybór padł na liczącą sobie kilka lat, ale ciągle bardzo dobrą i rozbudowaną strzelankę. W ciągu kilku minut od instalacji zanurzyłem się w wirtualnym świecie. Na dobre.

granie

Zapomniałem ile satysfakcji daje takie rozładowanie emocji w formie strzelania do elektronicznych ludzików szwendających się po ekranie. Wirtualna, a w tym wypadku nawet bardzo kreskówkowa przemoc, okazała się lekarstwem na moje skołatane codziennością nerwy. Zabawa była na tyle dobra, że podczas pierwszej rozgrywki nie zauważyłem, że minęła 2 w nocy. W efekcie, kolejnego dnia w pracy musiałem mocno posiłkować się kawą, bo inaczej nie dotrwałbym nawet do popołudnia. Dlatego w kolejne wieczory już ostrożniej dawkowałem sobie tę formę rozrywki. Nie należy w końcu przesadzać.

Odkryłem niestety również jedną wadę powrotu do starego hobby. Poza zarywaniem nocek, wzrósł mi znacznie poziom agresji. O ile wcześniej, w czasie jazdy do pracy, nie przejmowałem się za bardzo wyczynami współuczestników ruchu, o tyle teraz reaguję zdecydowanie bardziej nerwowo. Przeklinam, złoszczę się i generalnie jeżdżę gwałtowniej. Może to oczywiście nie mieć związku z grami, ale wystąpienie zjawiska w tym samym czasie jest dość niepokojące. A może to skutki braku snu?

Zobacz również

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *