Czemu nie jeżdżę na rowerze

rower

Coraz częściej kusi mnie, żeby w końcu odkurzyć stojący na balkonie rower. Przez ostatnie kilka lat nie ruszyłem go praktycznie wcale. Powodów zawsze znajdowało się wiele. Pierwszym była przeprowadzka. Kiedyś mieszkałem w dzielnicy, gdzie tylko dwa kilometry dzieliły mnie od cudownych tras rowerowych, prowadzących po malowniczych okolicach i to po całkowicie bocznych drogach. Teraz mieszkam po drugiej stronie miasta, gdzie dojazd do miejsc atrakcyjnych rowerowo zajmuje znacznie dłużej, do tego wzdłuż lub po głównych ciągach komunikacyjnych o dużym ruchu samochodowym. I to już jest średnia przyjemność.

rower

Drugi powód, to chroniczny brak czasu. Zanurzony w obowiązkach domowych i pracowych, nie mam specjalnie czasu, aby wyjść na rower wcześniej niż w okolicach godziny 20. A wtedy mi się po prostu już nie chce. To zwykłe lenistwo, które powoduje, że wolę rozsiąść się z piwem i paluszkami przed telewizorem, zamiast wskoczyć na rower i pedałować po okolicy. Na pewno wyszłoby to z korzyścią dla mojego stanu zdrowia, bo nie trudno się domyślić, że takim zachowaniem hoduję sobie porządny mięsień piwny, który nie dodaje mi estetyki i uroku.

Trzeci powód, to równie chroniczny brak pieniędzy. Po kilku latach na balkonie rower wymaga nie tylko generalnego czyszczenia, ale i remontu. Linki są pordzewiałe, przerzutki też pewnie kompletnie rozregulowane, dętki i opony sparciałe. Siłą rzeczy, trzeba byłoby włożyć kilka setek w przygotowanie sprzętu do poruszanie się po drogach. A przecież zawsze znajdą się ważniejsze wydatki. Może jednak w końcu się wezmę i trochę sam przy nim pomajstruję. A potem wróci ochota na przejażdżki. Pogoda przecież sprzyja.

Zobacz również

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *