Dlaczego lubię jesień?

jesień

Naprawdę lubię jesień. I to nie tylko ze względu na pogodę, która pozwala odetchnąć od lipcowych i sierpniowych upałów. Najbardziej lubię złotą jesień, gdy liście mienią się różnokolorowo i można wybrać się na przykład na Jurę, aby podziwiać barwne szaleństwo. Jednak jesień lubię przede wszystkim za sezonowe owoce i inne dary natury. To właśnie jesienią kończy się sezon na przepyszne słoneczniki, trwa w najlepsze sezon na śliwki i zaczynają się świeże orzechy.

jesień

Wszystkie te trzy produkty mogę jeść tonami. W sezonie słonecznikowym moje palce są całe czarne, a wydłubanie brudu zza paznokci graniczy z cudem. Dość powiedzieć, że jestem w stanie oskubać dwa słoneczniki dziennie i jeszcze mi mało. Uważam, że suszone nasiona słonecznika nie mają nawet połowy tego smaku, co świeże, dlatego co roku staram się w pełni wykorzystać sezon. Ze zrozumiałych względów nie jest to dobry czas na rozmowy biznesowe i potencjalne rozmowy o pracę. Doszorowanie rąk po słoneczniku to wyzwanie dla prawdziwych twardzieli.

Równie wysoko cenię sobie śliwki, zwłaszcza klasyczne węgierki, które uważam za królowe smaku. Właśnie jesienią są najlepsze, najdojrzalsze i z doskonale odchodzącą pestką. Natomiast orzechy darzę równie wielkim sentymentem co słoneczniki. Świeże orzechy włoskie są po prostu genialne. Po obraniu z łupinek i charakterystycznej, żółtej skórki, smakują wybornie. Nawet orzechy laskowe, które dopiero niedawno spadły z drzewa są znacznie smaczniejsze niż w wersji suszonej. Są słodsze i mniej twarde, dosłownie rozpływają się na języku. I jak tu nie kochać pory roku, która dostarcza takich przyjemności?

Zobacz również

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *