Dziury, wszędzie dziury

Dziury, wszędzie dziury 1

Jeżdżę sobie po naszych ulicach i zastanawiam się czy kiedykolwiek będzie jeszcze dobrze. Zima odeszła i przejazd z jednego końca miasta na drugi przypomina slalom gigant. Dziura na dziurze, a co druga głębokością przypomina rów tektoniczny. Nie dziwię się, że regeneracja felg stalowych czy aluminiowych, cieszy się w naszym kraju taką popularnością. Przecież jak auto wpadnie do takiej dziury, to na mur beton wygnie felgę. Albo nawet urwie koło, bo przecież diabli wiedzą, jaką taka dziura ma głębokość i co tam na jej dnie siedzi. Mechanicy mają używanie.

Dziury, wszędzie dziury 2

Przyznam, że mam problem ze zrozumieniem, dlaczego występuje taki stan rzeczy. Znaczy nie mam nic przeciwko regeneracji felg stalowych, aluminiowych i innych. Nawet przeciw mechanikom nic nie mam. Mam za to dużo do zarzucenia naszym włodarzom odpowiadającym za drogi. Niedaleko mojego domu jest taka ulica, która nie przechodziła generalnego remontu chyba przez ostatnie 20 lat. Nie dość, że składa się z łat na łatach, to jeszcze jest nierówna i ma wyżłobione koleiny. Drogowcy postanowili zaradzić problemowi i postawili na jej początku znak ograniczenia prędkości do 40 km na godzinę. Praktyka wykazała, że jest to o 20 kilometrów za dużo. Nikt przy zdrowych zmysłach nie pojedzie tam tak szybko, a już na pewno nie po deszczu. Jeśli się odważy, to jego auto odwiezie laweta.

Takich ulic w całej Polsce są tysiące. Wypłacane z ubezpieczenia kwoty idą pewnie w miliony, a potem wszyscy za to płacimy m.in. w wyższych cenach polis samochodowych. Nie zmienia to faktu, że wszyscy płacimy podatek drogowy i jeszcze kilka innych wliczonych w koszt paliwa. Efekty, raczej mizerne. A potem cieszą się tylko właściciele warsztatów. Jak zwykle bez sensu.

Zobacz również

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *