Jazda dla relaksu

jazda bez celu

Nie jestem w stanie zrozumieć pewnego fenomenu, o którym opowiadało mi już wielu znajomych. Mowa tutaj o jeżdżeniu samochodem, dla samej jazdy. Bez konkretnego celu, tylko po to, aby przebyć trochę kilometrów i spędzić czas w samochodzie. Owszem, rozumiem, że można sobie wtedy w spokoju posłuchać ulubionej muzyki, nie martwiąc się specjalnie o to, czy nie przeszkadzamy np. domownikom. Można też uruchomić klimatyzację i schłodzić się trochę w gorący dzień. Ale przecież to wszystko kosztuje konkretne pieniądze, pochodzące z paliwa. Do tego jeżdżenie po mieście związane jest ze staniem w korkach. Chyba, że mieszkamy w niewielkiej miejscowości, gdzie nie ma głównych dróg i można poszaleć po lokalnych trasach.

jazda bez celu

Tylko wtedy też nie jest za dobrze, bo drogi te są najczęściej w złym stanie technicznym. Pełne dziur, kręte, wąskie i pełne pijanych rowerzystów. Najczęściej fanatyków wędkarstwa, którzy wracają z połowu zygzakiem, wystawiają na wszystkie strony wędki i stwarzając zagrożenie dla otoczenia i przede wszystkim siebie. Na dokładkę dostaniemy jeszcze traktor i kombajn. Słowem, o przyjemności z jazdy możemy raczej zapomnieć. A jednak setki ludzi mówi, że relaksuje się, gdy wsiada do auta.

Chyba trochę tutaj kłamią, bo gdy widzę innych kierowców, to mam wrażenie, że jestem w starym filmie animowanym. Tam główny bohater, sympatyczny i miły jegomość, zmieniał się w demona, gdy tylko siadał za kółkiem. Trąbił, klął, wyprzedał na trzeciego i obrzucał wszystkich inwektywami. Patrząc na to, jak jeździ się po kraju, nie mam wątpliwości, że co drugi kierowca jest takim właśnie typem, który wyładowuje emocje za kierownicą. Tym samym stwarza poważne zagrożenie dla siebie i innych, ale za to potem może opowiadać, jak to jazda go relaksuje.

Zobacz również

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *