Kawka z rana

ekspres do kawy

Kawka z rana, jak… Sami wiecie, jak to szło dalej. Niestety należę do generacji korposzczurów i nie wyobrażam sobie życia bez kawy. To chyba najbardziej znienawidzony i kochany napój na całej planecie. Nie ma dnia, żeby serwisy internetowe nie krzyczały z nagłówków „Kawa jest trująca”, albo „Pijesz jedną dziennie, to za mało”. W każdej szanującej się firmie stoi już teraz ekspres ciśnieniowy, który jest oblegany przez tłumy spragnionych pobudzenia kawoszy wszelkiego autoramentu. Nie inaczej jest w mojej firmie, gdzie dopchanie się do maszyny jest możliwe chyba tylko o 6 rano lub po 18, gdy biurowiec pustoszeje i włóczą się po nim duchy.

ekspres do kawy

Największą bolączką ekspresów ciśnieniowych instalowanych w firmach, jest ich przebieg. Zazwyczaj dział zakupów nabywa coś, co świetnie sprawdza się w mikrokawiarni lub domu, a nie w korpo, gdzie przez kuchnię przewala się dziennie kilkaset osób. Po jednym dniu użytkowania taki serwis ma przebieg, jak po dwóch miesiącach w domu. A na pierwsze naprawy gwarancyjne trafia zapewne po tygodniu albo dwóch. Dużo radości budzą też operacje serwisowe. Wiadomo, że czasem trzeba wylać wodę z tacki, wysypać fusy czy przeczyścić dyszę od mleka. Wtedy zaczyna się marudzenie tłumu korporacyjnego.

Widocznie niektórzy lubią pić kawę z serem, zamiast mlekiem, bo wiadomo, co dzieje się z zostawionym na dłużej mlekiem w dyszy spieniacza. Wody z tacki odciekowej też lepiej nie odlewać, niech zrobi to ktoś inny. Szkoda, że już wycieka z niej na podłogę, ale przecież korporacyjny ludek nie zniży się do obsługi serwisu, od tego są inni. W rezultacie taki ekspres do kawy potrafi wyglądać strasznie, a przecież jeśli zadba się o niego, to na pewno będzie służył dłużej. Niektórzy jednak nie potrafią zrozumieć takich prostych prawd.

Zobacz również

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *