Komary

komary

Lato, z komarami lato. Bzyczące bez przerwy lato. Tak brzmiały słowa słynnej piosenki. I niestety są to słowa prorocze. Bo wraz ze wzrostem temperatury pojawiły się też te upierdliwe stworzonka. Nie wiem czy jest na świecie zwierzę, które darzę równie wielką antypatią, co komar. Naprawdę nie żałuję im tych kilku krople krwi, które ze mnie utoczą. Niech piją na zdrowie. Tylko dlaczego do cholery bąble po ich ukąszeniach muszą tak piekielnie swędzieć? I dlaczego te przeklęte owady muszą wydawać takie przerażające dźwięki?

komary

Bzyczenie komara jest mnie w stanie wybudzić z najgłębszego snu. I to na tyle skutecznie, że muszę potem upolować bestię, bo inaczej nie będę w stanie ponownie zasnąć. Pewnym rozwiązaniem są zatyczki do uszu, ale wtedy też wydaje mi się, że słyszę charakterystyczny dźwięk i czują na każdym odkrytym kawałku skóry mrowienie, jakby przeklęty owad właśnie na nim siadał. To prawdziwa udręka i zarwałem przez takie sytuację nie jedną noc. Dlatego w mieszkaniu mam zamontowane moskitiery we wszystkich oknach. Jednak problem pojawia się, gdy wybywam na wakacje.

Zazwyczaj mam wtedy do wyboru, udusić się w nocy w pokoju lub nie spać walcząc z napływającymi przez okno chmarami wygłodniałych krwiopijców. Już sam nie wiem co lepsze. Gdzieś czytałem, że w tundrze te małe wkurzające stwory są w stanie wypić tyle krwi z reniferów, że te padają z utraty życiodajnego płynu. Mając w pamięci moją wyprawę do podmokłych stref za kołem podbiegunowym jestem w to w stanie uwierzyć. Pozostaje się cieszyć, że w naszym kraju nie ma tych stworów aż tyle. Choć z drugiej strony jest ich dość, aby zapewnić mi rozrywkę od wczesnej wiosny do późnej jesieni. Nie ma lekko, chyba będzie się trzeba przyzwyczaić.

Zobacz również

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *