Komiksy

komiksy

Nie wiem dlaczego, ale od dzieciństwa uwielbiam komiksy. Wychowałem się w pokoleniu, które miało dostęp jedynie do produkcji PRL-owskich. I nie ma w tym nic złego, bo nie znać i nie lubić Kajka i Kokosza, czy Tytusa to był obciach. Cytatami z komiksów rzucali wtedy wszyscy, a zdobycie niektórych albumów graniczyło z cudem. Każdy, kto chciał zdobyć czwarty tom Tytusa, wie dobrze o czym mówię. Powiewem świeżości było wejście do polski komiksów superbohaterskich. Przygody odzianych w trykoty bohaterów, powodowały, że co miesiąc ganiało się od kiosku do kiosku, próbując skompletować wszystkie zeszyty. Jakoś nigdy w jednym nie udało się zebrać kompletu.

komiksy

W czasach PRL-u i późniejszej transformacji, komiksy były czymś, co pozwalało oderwać się od szarej rzeczywistości. Niestety świat nie był wtedy tak kolorowy, jak teraz, a wirtualna rozrywka dopiero wkraczała pod strzechy. Zresztą nie każdego było na te komiksy stać. Było czymś normalnym, że moje egzemplarze czytało kilku kumpli. Zawsze traktowali pożyczone komiksy z szacunkiem i starali się oddać je w jak najlepszym stanie. Dzięki komiksom nawiązałem wiele znajomości i przyjaźni, które przetrwały do dziś. Nie można więc powiedzieć, że byłem typowym okazem nerda, który był zamknięty tylko w swoim świecie.

Dzisiaj historyjki obrazkowe okrzepły na rynku. Nikogo nie dziwi ich obecność w księgarniach czy kioskach. Są traktowane jako coś oczywistego i nie wywołują uśmiechu politowania na twarzach rodziców, przechodniów czy sąsiadów. Nasze pokolenie wychowało się na komiksach i teraz przekazuje tę pasję swoim dzieciom. Może to lepsze niż ciągłe wpatrywanie się w komórki i bezgraniczna wręcz miłość do ciekłokrystalicznych ekranów.

Zobacz również

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *