Komunikacja miejska

komunikacja miejska

Jednak nienawidzę komunikacji miejskiej. Wiem, że wszyscy mówią, że to najszybszy i najtańszy sposób poruszania się po mieście. Jednak od początku października mam poważne problemy, żeby w to uwierzyć. Mieszkam w dużym mieście, gdzie poza mieszkańcami w sezonie edukacyjnym przewija się około 100 tysięcy studentów. W rezultacie wszystko korkuje się na amen, bo przecież studenci to są teraz bogaci i każdy jeden własnym pojazdem przyjechał. Po dwóch dniach orientują się, że po pierwsze nie bardzo mają gdzie parkować pod uczelnią, a po drugie stoją w korku razem ze wszystkimi kolegami z roku. I wtedy przesiadają się na komunikację miejską.

komunikacja miejska

Ledwie wczoraj wracałem do domu z pracy. Początkowo tramwaj nie był specjalnie pełny, ale na miejsce siedzące już nie można było liczyć. Kilka przystanków i dwie uczelnie dalej, nie dało się w nim już oddychać. Musiałem schować czytnik książek do kieszeni, bo nie dało się go trzymać przed oczami. Ścisk i nieprzyjemne zapaszki towarzyszyły mi przez całą drogę do domu. Szlag mnie trafiał, ale co było robić. W końcu zdecydowałem się na korzystanie z komunikacji miejskiej, bo niby szybciej i taniej. Szybciej wcale nie jest.

Dojście na przystanek, dojazd w okolice pracy i dojście do niej to w moim przypadku średnio godzina i dziesięć minut. Powrót to drugie tyle. Dojazd samochodem, przy rozkopanym głównym skrzyżowaniu po drodze, zajmuje maksimum 45 minut. Gdzie jestem we względnie komfortowym wnętrzu, nie będąc narażonym na przepychanki i zapaszki. Droga powrotna to około godziny. Więc jak by na to nie patrzeć jestem zdecydowanie szybciej. Pod firmą mam parking, pod domem rzeczywiście jest ciut gorzej, ale zawsze się coś znajdzie. Czekam zatem aż skończy mi się miesięczny i przesiadam się do auta. Zwłaszcza, że idzie zima i będzie jeszcze gorzej.

Zobacz również

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *