Na co mi ten domek?

kratki wentylacyjne

Jak zapewne pamiętacie, kołacze mi po głowie myśl, aby kupić sobie dom. Lub może bardziej domek, z małym ogrodem, gdzie będą jakieś sympatyczne krzewy owocowe, zapewniając mi w sezonie bogactwo darów natury. Jednak im więcej myślę o tym pomyśle, tym bardziej wydaje mi się on niedorzeczny. Ostatnio do tej ponurej refleksji skłoniła mnie kratka wentylacyjna, a raczej przygody, jakie miał z nią mój, posiadający dom, przyjaciel.

kratki wentylacyjne

Wydaje się, że takie kratki wentylacyjne, to temat prosty i błahy. Mieszkając w bloku przyzwyczailiśmy się, że stanowią stały element krajobrazu kuchennego czy łazienkowego. Zostały wybrane przez budowniczych, sprawdzone z normami i tyle. Tymczasem we własnym domu zaczynają się schody. Znajomy ma ogrzewanie kominkowe, więc do zestawu rzeczy, o których musiał pomyśleć doszły też kanały wentylacyjne, którymi rozprowadza ciepło, doprowadza powietrze czy co to tam jeszcze trzeba robić. Dobranie odpowiednich parametrów i elementów było tylko pierwszym etapem. Przecież te kratki wentylacyjne musiały jeszcze pasować do wystroju domu.

To co przeżył w tym czasie kolega, to była prawdziwa jazda na dzikim buhaju bez trzymanki. Wszystkie jego pomysły, zatwierdzone przez projektanta i wykonawcę domu, zostały zakwestionowane przez małżonkę. W jej wyobrażeniu domu idealnego nie było miejsca, na takie wynalazki jak kratki wentylacyjne. Przecież to psuje wystrój. Z kolei jej wszystkie pomysły powodowały, że dom nie nadawałby się do zamieszkania. Sytuacja patowa. Osiągnięty rezultat był daleki od oczekiwań jednej i drugiej strony. Z tego można wywieźć prosty wniosek – albo dom, albo żona. Wybór należy do ciebie.

Zobacz również

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *