Narty

narty

Jakoś nie potrafię się przekonać do narciarstwa. Co roku stada moich znajomych wybierają się w góry, aby szaleć na nartach lub deskach na stoku. Przyznam, że podziwiam ten rodzaj rekreacji i w sumie to bardzo im zazdroszczę tego, że mogą tak aktywnie korzystać z zimy. Niestety moja przygoda z nartami wyglądała w myśl zasady, jeździłem dwa razy – pierwszy i ostatni. Wszystko odbyło się na jakimś zimowisku chyba w szkole średniej. Nasze próby jeżdżenia prowadził gość, który umiał jeździć na nartach, ale nie był instruktorem. Efekt okazał się mizerny.

narty

Wybraliśmy się na oślą łączkę i zaczęliśmy próbować zjeżdżać po kolei. Założyłem narty, złapałem za kijki i ruszyłem w dół. Nikt mi nie powiedział, że mam jechać jakiś pługiem czy czymś takim. Pojechałem na krechę w dół łączki. Ponieważ panicznie boję się upadku, to pędziłem coraz szybciej, nie wiedząc jak się zatrzymać. Na końcu górki była wielka hałda śniegu, która zbliżała się do mnie w szybkim tempie. Dupnąłem w nią z pełną prędkością, głową w przód. Gdy już wykopałem się z zaspy, stwierdziłem, że mam to w nosie i nie będę jeździł, bo się jeszcze zabiję.

Wszyscy znajomi powtarzają mi, że niepotrzebnie się zraziłem. Sugerują, że powinienem pojechać z nimi na stok, wypożyczyć sprzęt i wykupić sobie lekcje z instruktorem, który poprowadzi mnie krok po kroku i nauczy jeździć. Twierdzą też, że nowoczesne narty są dużo lepsze niż przed wieloma laty i praktycznie same jeżdżą. Ja z kolei uważam, że nie jestem młodszy i trochę jednak zastany. Obawiam się urazów i innych takich. Ale może w końcu się przełamię. W końcu trzeba korzystać z uroków zimy.

Zobacz również

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *