Nie korzystam z MPK

Komunikacja miejska to zło

Przestałem korzystać z komunikacji miejskiej. Tak po prostu. Nie dało się dłużej pogodzić rozbieżnych interesów organizatorów transportu publicznego i moich chęci szybkiego docierania do pracy. Takie działania okazały się nie możliwe do zrealizowania z wielu powodów. Jednym z nich było zezwolenie przez włodarzy miasta na prowadzenie remontów torowisk, ulic i linii kolejowych. Nie byłoby w tym nic złego, bo infrastrukturę trzeba remontować. Problem polega jednak na tym, że wszystkie prace prowadzone są na raz. W efekcie mniej więcej co drugi dzień następuje totalny popołudniowy paraliż miasta. Jeżeli zbiegnie się to nie daj Bóg z deszczem, to rozładowanie korków trwa kilka godzin.

Komunikacja miejska to zło

Przez remonty opóźnione są przejazdy zarówno autobusów, jak i tramwajów. Nie pomagają wydzielone torowiska, bo na skrzyżowaniach blokuje się absolutnie wszystko. Do tego zrewolucjonizowałem swój tydzień pracy, chodząc do niej w godzinach porannych. W rezultacie unikam korków zarówno porannych, jak i popołudniowych. Jazda do pracy samochodem zajmuje mi w obie strony od 40 do 50 minut. Niby sporo, ale porównajmy ją z komunikacją miejską. Dojście na poranny autobus to 5 minut, przejazd około 40, dojście do pracy z przystanku kolejne 5. A to tylko w jedną stronę.

Z powrotem jest gorzej, bo przez korki autobus, którym jechałem rano, często wypada z rozkładu, a do tego jedzie 1,5 godziny. Pozostają mi zatem tramwaje z przesiadką. Dojście na tramwaj to 3 minuty, przejazd do punktu przesiadkowego 20, oczekiwanie na właściwy od 5 do 10 minut, przejazd w okolice domu to kolejne 20 minut w ścisku i tłoku, a potem jeszcze 5 minut spaceru. A to wszystko przy założeniu, że komunikacja działa normalnie. W rezultacie jazda tramwajami i autobusami kompletnie się nie opłaca. Lepiej spędzić zaoszczędzony czas w domu.

Zobacz również

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *