Nienawidzę upału

upał

Naprawdę nienawidzę upału. Wiem, że wiele osób z utęsknieniem czeka na lato i rozpoczęcie sezonu letnich upałów. Dla mnie jest to czas, gdy najchętniej spakowałbym manatki i wyjechał na Antarktydę. Umówmy się, upał mi nie służy. Już nawet nie chodzi o to, że człowiek rozpuszcza się w domu, w aucie (jak nie ma klimy), w autobusie, tramwaju czy pracy. Najgorsze jest to, że z każdą upływającą godziną upału wszyscy zaczynają śmierdzieć.

upał

Stara mądrość mówi, że jak żul jedzie tramwajem, to tramwaj jedzie żulem. Jest w tym sporo prawdy, a w czasie upałów zmienia się to w prawdziwy koszmar. Po 9 godzinach w gorącu (zakłada godzinę jazdy do pracy i ośmiogodzinną etatówkę) każdy jest, delikatnie mówiąc, nieświeży. W autobusie czy tramwaju wonie mieszają się tworząc coś, co powoduje chęć natychmiastowego puszczenia pawia. A alternatywy nie ma. Zawsze można zrobić sobie spacer, ale przy temperaturze przekraczającej 30 stopni w cieniu, gwarantuje to udar. Można też jechać własnym samochodem, o ile oczywiście nie przekłada się to na stanie w korkach, które MPK raczej omija.

Do tego w czasie upałów nie wiadomo jak się ubrać. Wszyscy zalecają cienkie i przewiewne ubrania, ale naprawdę przy 33 stopniach nie pomaga to nic, a nic. Ubranie jest natychmiast przepocone, a chwilę później również śmierdzące. Nie pomogą dezodoranty i perfumy. Po powrocie do domu też raczej nie zaznamy ulgi, bo nagrzane mieszkania nieprędko oddają ciepło. Człowiek ma ochotę zrzucić z siebie skórę, a paradować na golasa raczej też nie może, bo współczesne bloki usytuowane są tak, że można czytać gazetę rozłożoną u sąsiada z naprzeciwka na stole. Jest źle. I tak jeszcze przez co najmniej dwa miesiące.

Zobacz również

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *