Niezły pasztet

pasztet

Lubię czasem coś upichcić. W końcu najlepszymi kucharzami są faceci, oczywiście niczego nie ujmując płci pięknej. Co prawda dla wielu pań, wpuszczenie faceta do kuchni, to jak wrzucenie tam bomby wodorowej – po prostu pasztet. A przecież my naprawdę potrafimy wyczarować z prostych nawet produktów coś wyjątkowego. Że niby zostawiamy po sobie bajzel? A kobiety to może nie? Ileż razy ja się naszorowałem kuchni po ciastkarskich, skąd inąd pysznych, wyczynach małżonki.

pasztet

No dobra, ale co takiego potrafi zrobić w kuchni przeciętny facet. Ustaliliśmy już, że bałagan. Ale z pewnością również herbatę, może nawet z cukrem i cytryną. Ja na ten przykład bardzo lubię robić wszelkiego rodzaju zupy. Wiadomo, że 99 proc. tychże jest w Polsce robionych na bazie rosołu lub bulionu warzywnego. Filozofii w tym nie ma. Ładujemy do gara obrane warzywa, kawał mięsa (do wyboru, do koloru) i gotujemy na małym ogniu 3-4 godziny. Odcedzamy, a potem wrzucamy to czego potrzebujemy do zrobienia fajnej zupy – pomidory, ogórki, koperek. Zazwyczaj po takim gotowaniu zostaje nam kawał mięcha. I co z nim zrobić? Najlepiej pasztet.

Pasztet też nie wymaga długotrwałych debat. Wrzucasz do maszynki do mięsa ugotowane mięso. Masz kurczaka? Będzie pasztet drobiowy. Masz wołowinę – wołowy. Możesz pomieszać różne gatunki, dorzucić grzyby, jakieś przyprawy – tylko nie glutaminian sodu. Dobrze jest taką masę przemielić dwa czy trzy razy, żeby uzyskać sensowną konsystencję, ale tu wszystko zależy od indywidualnych preferencji. Potem tylko wrzucić do foremki i do piekarnika. Tu naprawdę ciężko cokolwiek zepsuć. A i rodzina będzie taka dumna, że facet wziął i coś zrobił. Tylko tę przeklętą maszynkę do mięsa trzeba potem umyć. Bez sensu…

 

Zobacz również

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *