Postapokalipsa

Postapokalipsa

Uwielbiam książki i filmy postapokaliptyczne. Dlatego z tak dużą chęcią czytuję wszystko, co wpadnie mi w ręce o tej tematyce. Podobnie jest z filmami i serialami. Każdy film o zombie, zagładzie nuklearnej czy buncie robotów z automatu trafia na listę do obejrzenia. W rezultacie wiem prawdopodobnie więcej o bohaterach najpopularniejszego serialu o żywych trupach, niż o moich kolegach i koleżankach z pracy. To trochę smutne, że bohaterowie straszliwych opowieści potrafią mi być bliżsi niż ludzie, z którymi spędzam całe dnie. Ale czymże jest odprowadzanie dziecka do przedszkola w porównaniu z walką o przetrwanie rasy ludzkiej?

Postapokalipsa

Osobną kategorią produkcji postapokapliptycznych są wszelkie filmy o inwazji obcych. Nie ma tego niestety za wiele, a jeśli już się coś pojawia, to zazwyczaj jest koszmarnie słabe. Dość powiedzieć, że w tym roku nawet wyczekiwana przez dekadę kontynuacja wspaniale głupiego filmu o najeździe obcych, wypadła słabiutko. Bazujący na efektach i ogólnej rozwałce film najsłabszy okazał się właśnie w tej kwestii. Podobne rozczarowanie przeżyłem, gdy poszedłem na kontynuację najsłynniejszej serii o morderczych robotach z przyszłości. Mam wrażenie, że autorzy tych filmów zapomnieli już o co w tym wszystkim chodziło.

Ale pocieszeniem pozostają ciągle nieliczne próby niezależne. Komiksy i książki dają czasem takiego kopa, że filmy i seriale przy nich bledną. Niestety, prędzej czy później, jakiś nadambitny reżyser próbuje przenieść te dzieła na ekran. Efekt pozostaje zazwyczaj marny, wątki spłycone, a ewentualna brutalność ograniczona do akceptowalnego przez komisję etyki poziomu. Czasem lepiej, żeby niezależne, pozostało niezależne.

Zobacz również

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *