Przejście dla pieszych

Przejście dla pieszych

Bywa, że poruszam się po mieście komunikacją miejską lub piechotą. Efektem takich spacerów jest najczęściej potężna frustracja. Próba przejścia przez ulicę w naszym kraju grozi śmiercią lub kalectwem. Nie wiem dlaczego, ale pieszy jest uważany za kierowców za rodzaj podludzi, których można ochlapać, otrąbić i rozjechać. W końcu, jak już się człowiek dorobił fury, to nie będzie się zatrzymywał dla plebsu, którego nie stać na własny pojazd mechaniczny. Przecież takie zwalnianie i potem ruszanie, powoduje nadmierne spalanie paliwa. A paliwo przecież z powietrza się nie bierze. Trzeba na nie zarobić. I to ciężko. A ten co tak spaceruje, to pewnie ma za dużo czasu. To nierób pewnie. I pijak. I złodziej. Bo każdy pijak to złodziej.

Przejście dla pieszych

Z drugiej strony barykady, taki próbujący przejść przez czteropasmową ulicę, plus tramwaj, pieszy ma głowę pełną nieżyczliwych myśli o kierujących samochodami. Nie zatrzyma się taki nowobogacki. Bo po co. Przecież on ma samochód i gardzi takimi, co ich nie stać na codzienne dojeżdżanie do pracy autem. Albo przejedzie ci prawie po nogach, bo gada przez komórkę i pali papierosa, a kierownicę trzyma lewym kolanem. Za to potem, gdy stoi w korku, a ja mijam go, siedząc sobie wygodnie w tramwaju, to mam ponurą satysfakcję. Na co ci była ta fura za 300 tysięcy, jak teraz stoisz jak kołek?

Mam wrażenie, że brakuje nam zwykłej ludzkiej empatii. Nie potrafimy wczuć się w inne osoby i zrozumieć ich elementarnych potrzeb. Wsiadając do samochodu zapominamy, że nam też czasem zdarza się pójść piechotą po zakupy. A idąc po nie, nie zwracamy uwagi na jadące samochody. A potem dziwimy się, że mamy tak wiele wypadków na drogach. Zacznijmy myśleć, a będzie lepiej.

Zobacz również

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *