Sport

sport

Nie należę do fanów sportu. Związane z Euro 2016 szaleństwo, które opętało niektórych moich znajomych, jest mi obce. Znaczy rozumiem, że fajnie jest, gdy nasi wygrywają. To zawsze jest pozytywny przypływ energii, dowód na to, że wbrew czarnowidztwu można coś osiągnąć. Pozytywne emocje są jak najbardziej spoko, ale ciągle jestem daleki od entuzjazmu. A już oglądanie sportu uważam za potworną stratę czasu.

sport

Umówmy się. Patrzenie jak ktoś gra w piłkę, jeździ na rowerze czy gra na komputerze, to jest totalna padaka. Już lepiej zabrać się za to samemu. Wyjść z domu i pokopać rzeczoną piłkę, złapać pada w dłoń i samemu pomordować hordy elektronicznych wrogów. To ma jeszcze jakiś sens. Ale oglądanie tego mija się z celem. Jedyne co z tego człowiek ma to zwiększenie potencjału na hemoroidy i schorzenia wątroby od wypitego piwska. Ale jako wróg oglądania sportu nie czynię nic, aby go uprawiać. Choćby dlatego, że nie lubię sportów grupowych. Wiele pokoleń wuefistów pracowało na to, aby skutecznie zniechęcać do tego ludzi. W moim przypadku odnieśli pełny sukces.

Jasne, mogę się trochę poruszać. Na przykład do sklepu po kolejne piwo. Mogę też pojechać w góry i wdrapać się na Kasprowy i z niego zejść. Mogę nawet pojechać na rowerze do lasu. Ale nie nazywam tego sportem. To jest rekreacja i odpoczynek. Jest też w tym jakiś cel. Wyjść na szczyt, zobaczyć widoczek czy pojechać w ciekawe miejsce. Ale jakbym miał pedałować na sztucznym rowerku na siłce, to bym chyba umarł z nudów. Nie potrzebuję być super fit i mieć kaloryfera na brzuchu. Rozumiem, że niektórzy potrzebują tego dla lepszego samopoczucia. Na szczęście ja kompletnie nie. Sport mogą uprawiać inni.

Zobacz również

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *