Czy technologia zabija komiksy?

Komiksy

Trzeba przyznać, że przeżywamy teraz prawdziwy renesans superbohaterów. Na ekrany kin co kilka miesięcy trafiają kolejne przygody odzianych w obcisłe (lub nie) trykoty bohaterów posiadających nadludzkie moce. Oczywiście są wyjątki, które nie posiadają super cech. Wzorcowym przykładem jest Batman, który rekompensuje sobie te braki dzięki nieograniczonym zasobom gotówki oraz wspaniałym gadżetom. Tak czy inaczej, bohaterowie czyhają na każdym kroku. W tym zamieszaniu zapominam czasami, że przecież wszyscy pochodzą ze stron wydawnictw komiksowych.

Komiksy

Moja przygoda z komiksem zaczęła się, jak pewnie większości ludzi w moim wieku, od Kajka i Kokosza, Kleksa oraz Tytusa. Z czasem pojawiły się też inne komiksy. Pamiętam jakim kultem cieszył się Funky Koval. A potem przyszły do nas zachodnie „Many”. Łykałem wszystko, jak pelikan. Dopiero po latach nabierając odrobiny dystansu do zagadnienia. Zdziwiło mnie, że w pewnym momencie nastąpił gwałtowny spadek sprzedaży albumów. Wynikało to po pierwsze z rosnących cen i malejących domowych budżetów, ale drugim warunkiem zmiany, była powszechność digitalizacji.  W umysłach pokolenia zaczął pokutować dogmat „Po co mieć na papierze, jak można mieć na ekranie”.

Sprzedaż komiksów spadała również w ich ojczyźnie, czyli USA. Dopiero wzrost zainteresowania superbohaterami i udane ekranizacje przywróciły im blask. Nagle nakłady zaczęły rosnąć i wszystko wskazuje na to, że jeśli trend ten się utrzyma, to rok 2016 będzie najlepszym dla komiksów w całej ich historii. Wydawnictwa sprzedają je nie tylko w wersji papierowej, ale i elektronicznej. Tym samym zorientowały się, że nastała era cyfrowa i postanowiły czerpać z niej benefity. Wydaje się, że jest to z korzyścią dla nas wszystkich.

Zobacz również

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *