Zimowa jazda

zimowa jazda

Pierwszy śnieg w sezonie, tradycyjnie już spowodował paraliż na ulicach. Zjawisko to występuje na mniejszą skalę po każdych poważniejszych opadach deszczu, ale przy śniegu i lodzie przybiera katastrofalne wręcz rozmiary. Po pierwsze na ulicach natychmiast pojawia się więcej samochodów. Jakby wszyscy, którzy dotąd korzystali z uroków komunikacji miejskiej, nagle przesiedli się do własnych pojazdów. Sęk w tym, że większość z nich zachowuje się, jakby nie miała, albo dopiero niedawno dostała prawo jazdy. Poruszają się zatem w żółwim tempie, bojąc się – poniekąd słusznie – uderzyć w poprzedzające ich samochody.

zimowa jazda

Do tego na skrzyżowaniach zostawiają olbrzymie odstępy między innymi samochodami. Dziury są na tyle duże, że spokojnie zmieściłby się w nich mały fiat albo półtora smarta. Generalnie z odstępami między pojazdami i tak jest ciężko, ale to co dzieje się po opadach śniegu, przekracza wszelkie akceptowalne normy. W rezultacie całe miasto staje w jednym gigantycznym korku. Tkwi w nim wszystko, od osobówek, przez autobusy, po tramwaje, które nie mogą przejechać przez zatkane skrzyżowania. Generalnie koniec świata.

A przecież występuje jeszcze odwieczny problem ludzie należących do klubu miłośników opon letnich. Czekają na ostatnią chwilę z ich zmianą, lub nie zmieniają wcale. Liczą chyba, że zima w danym roku jednak nie nadejdzie i nie będą musieli wydawać pieniędzy na nowe gumy i ich wymianę. Oszczędność ta mści się błyskawicznie, bo zazwyczaj to właśnie te osoby powodują największe korki wypadając z trasy i zderzając się z innymi użytkownikami ruchu. Czy tak trudno pojąć, że jak jest listopad, to śnieg w końcu spadnie? Nie żyjemy na tropikalnej wyspie, tylko w klimacie kontynentalnym. Jednak wydaje się, że ta prosta lekcja nie została przez nich przyswojona.

Zobacz również

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *